poniedziałek, 21 marca 2022

re-cenzja #91: Natalia Przybysz – Zaczynam się od Miłości (2022)

Wiedziałam, że mierzę się z potężną postacią. Dlatego starałam się działać spoza umysłu, podążać za intuicją, wyznała Natalia Przybysz, która niedawno podzieliła się z fanami płytą Zaczynam się od Miłości. Jest to projekt o tyle wyjątkowy, że większość tekstów napisała Kora, legendarna wokalistka Maanamu. Próżno jednak szukać tu coverów największych przebojów zespołu. Natalia Przybysz zdecydowała się ubrać w muzykę słowa Kory, których dotychczas jeszcze nie zaśpiewano. Zadanie, zdaje się, piekielnie odpowiedzialne, wymagające odwagi i wizji, ale tego Natalii Przybysz nie brakuje.

Na niespełna czterdziestominutowej płycie znajdziemy dziewięć piosenek  zaledwie dwie z nich to autorskie teksty Przybysz, pozostałe wyszły spod ręki Kory. Niemniej aranżacja każdego utworu została stworzona przez Natalię i jej zespół. Przyznam, że kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tym projekcie, obawiałam się trochę, że warstwy muzyczne będzie można opisać jako maanamowe; mówiąc prościej, zastanawiałam się, czy efekt nie okaże się wtórny wobec dokonań kultowego zespołu. Na szczęście nie – Natalia Przybysz pozostała wierna własnym brzmieniom.

Pierwszym singlem zwiastującym krążek jest Zew, energiczna kompozycja odwołująca się do natury, jej piękna oraz potrzeby obcowania z nią. Słowa napisała Natalia, jednak nie można uciec od wrażenia, że doskonale wpisują się one w poetykę Kory. Podobnie jest z drugim utworem napisanym przez Przybysz  Jest miłość. Jak artystka sama przyznała, piosenka ta jest wyrazem odczuć i wrażeń, które towarzyszyły jej podczas pracy ze słowami Kory.

Ze względu na spójny i dopracowany charakter płyty trudno mi jednoznacznie wskazać faworytów. Nie ukrywam jednak, że najchętniej wracam do wspominanego już Zewu, a także utworów Słyszysz oraz Serce spokojone. Pierwszy z nich wyróżnia się niespiesznym, ale wyrazistym brzmieniem. Ciepłe dźwięki wspaniale uzupełniają oszczędny, choć pełen emocji tekst, który Natalia świetnie podkreśla swym charakterystycznym wokalem. Serce spokojne natomiast to błogie, wyciszające nagranie, które idealnie spełniłoby się w roli kołysanki. Słowa odnoszą się do dobrodziejstw natury, co zresztą jest znamienne dla tej płyty. Znajdziemy tutaj wiele nawiązań do przyrody, która zawsze stanowiła dla Kory ważny element. Warto zwrócić uwagę jeszcze na rytmiczne, żywe Budzę się oraz surową, minimalistyczną Niedzielę. Muszę jednak przyznać, że Zaczynam się od Miłości najlepiej wypada jako całość. Słuchana od początku do końca, bez przerw i pominięć, pozwala w pełni dostrzec piękno zarówno warstw lirycznych, jak i śpiewu oraz kapitalnej muzyki. Na każdej płaszczyźnie dominują ciepło oraz emocje, które otulają odbiorcę, bez końca wciągając go w swój barwny, pełny natury świat. Kompozycje różnią się od siebie, nie zlewają się w jedno, dzięki czemu dostarczają nowe wrażenia i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że na tym szczególnym albumie nie ma słabych fragmentów.

Niedawno Ralph Kamiński wziął na warsztat znany repertuar Kory, tym razem Natalia Przybysz postanowiła to zrobić. To pokazuje, jak ważną postacią dla polskiej muzyki była, jest i będzie wokalistka Maanamu. Zawsze mam wiele pytań i wątpliwości, gdy nadchodzą podobne projekty. Natalia Przybysz uspokoiła mnie jednak pod każdym względem, dzieląc się krążkiem kompletnym, urokliwym; krótko mówiąc dziełem, do którego z radością będę wracać  zwłaszcza teraz, wiosną, przebijającą z Zaczynam się od Miłości na każdym kroku.

po-słuchaj: Słyszysz, Serce spokojne, Zew