niedziela, 10 października 2021

Ulubieńcy: Kortez

Z Kortezem nigdy nie było mi szczególnie po drodze  głównie ze względu na gatunek muzyki, na jaki się zdecydował, a który ja zwykle omijam szerokim łukiem. Znalazło się jednak kilka kompozycji Korteza, do których szczególnie chętnie wracam. Oto piątka moich ulubionych momentów z dyskografii artysty. 


5. Zostań (2015). Ten utwór kojarzy mi się z... pilatesem. Instruktorka miała takie przyzwyczajenie, że po każdych zajęciach dawała nam kilka minut totalnego odpoczynku  włączała wówczas spokojną muzykę, a uczestnicy leżeli na podłodze i regulowali oddech. I tak za którymś razem w przestrzennej, choć niewielkiej sali wybrzmiało Zostań, a ja wtedy musiałam przyznać, że to naprawdę piękny, poruszający kawałek.


4. Pierwsza (2017). Wciąż pozostajemy w niespiesznych klimatach, jednak bardziej zróżnicowanych niż w Zostań. Utwór z drugiej płyty Korteza opiera się przede wszystkim na wyrazistych, ale łagodnych dźwiękach pianina. W pewnym momencie rytm nabiera mocy, mimo to piosenka nie traci na intymności i delikatności. Największą zaletą, w moim przekonaniu, twórczości Korteza to autentyczne, emocjonalne teksty, których próbkę doświadczymy chociażby w Pierwszej.


3. Wyjdź ze mną na deszcz (2017). Zdaje się, że to jeden z żywszych, pozytywniejszych momentów w dorobku wokalisty. I chyba to najbardziej mnie urzeka w tej piosence. Kortez porzuca na chwilę smutki, tęsknoty i nostalgię, by wpuścić do swojej muzyki trochę promieni i nadziei. Tytułowy deszcz kojarzy się raczej z przyjemnym wiosennym kapuśniaczkiem niż ponurą jesienną ulewą. Komuś, kto nie zna kompozycji Korteza wskazałabym właśnie Wyjdź ze mną na deszcz na pierwsze spotkanie.


2. Czy to już jest dno? (2017). Po tych kilku minutach pełnych ciepła ponownie wracamy do rozterek. Piosenka pochodząca z epki Dobry moment wyróżnia się nieco inną niż dotychczas warstwą muzyczną – oparta jest ona bowiem na elektronice, co urozmaica dotychczasowe propozycje Korteza. Żałuję tylko jednego, a dokładnie tego, że Czy to już jest dno? nie trwa nawet trzech minut. Ale może właśnie w tej skondensowanej treści tkwi cały urok piosenki?


1. Stare drzewa (2018). Jeżeli jesteście tu nie pierwszy raz to pewnie dobrze wiecie, że wyjątkowo nie przepadam za balladami. Szybko mnie nudzą; zamiast wywoływać jakieś głębsze emocje sprawiają, że ziewam i szybko zmieniam utwór na inny. Ale nie w tym przypadku. Chyba jeszcze nie zdarzyło mi się, żebym Stare drzewa przewinęła. Prędzej by mi ręka uschła. Za bardzo ta piosenka wgryzła się we mnie, dotarła do takich punktów, do których niewiele kompozycji trafia. Im częściej jej słucham, tym bardziej mi się wydaje, że już żadna ballada nie wywrze na mnie takiego wrażenia, jak właśnie Stare drzewa.