piątek, 16 lipca 2021

re-cenzja #85: Daria Zawiałow – Wojny i Noce (2021)

Ciekawiło mnie, w którą stronę Daria Zawiałow zdecyduje się pójść na trzeciej płycie. Po świetnym, rockowym A kysz! wokalistka kontynuowała dynamiczne brzmienie na kolejnym albumie, czyli Helsinki, ale nie wywarł on na mnie takiego wrażenia, jak udało się to debiutowi. Dlatego czekałam na tę zbliżającą się premierę, choć raczej bez większego entuzjazmu. Coś mi podpowiadało, że nadchodzące Wojny i Noce trochę miną się z moimi nie tyle oczekiwaniami, ile upodobnieniami. I rzeczywiście trochę tak się stało.

Na pewno doceniam to, że trzecia płyta artystki jest mocno osadzona w klimacie muzyki elektronicznej z lat osiemdziesiątych. Niejednokrotnie podkreślałam, że to moja dekada jeśli chodzi o muzykę i bardzo lubię nawiązania do niej w muzyce współczesnej. W tym przypadku również cieszę się z tych nawiązań, ale czegoś, mimo wszystko, brakuje. Pierwszy singiel, Kaonashi, był niezły, przez pewien czas go nuciłam. Szybko wpadł mi w ucho, ale jednocześnie bardzo szybko z niego wyleciał. Teraz podchodzę do niego raczej obojętnie. 

Odwrotnie miałam z drugim singlem – Za krótki sen w duecie z Dawidem Podsiadło długo omijałam szerokim łukiem, choć bez konkretnego powodu. Na ten moment lubię wracać do tej kompozycji ze względu na jej spokojny, ciepły ton i ładne współgranie wokali Dawida i Darii. Najciekawszym z singli promujących okazała się piosenka o tytule Żółta Taksówka. Pulsujący, hipnotyzujący numer o wyraźnym i zapadającym w pamięć rytmie. Zwróciłam też uwagę na melorecytację w zwrotkach, która wybija ten utwór z monotonności. 

Z pozostałych piosenek najchętniej zaprzyjaźniłam się z dwiema otwierającymi krążek, czyli Oczy – Polaroidy i tytułową Wojny i Noce. Pierwsza z wymienionych ma rewelacyjne brzmienie, nieoczywiste, ale chwytliwe. Pewnej aury tajemnicy i półmroku dodaje zniżony głos, bardzo wyraźnie recytujący w zwrotkach. To dosyć jednostajny kawałek, ale ma w sobie coś przyciągającego. Znacznie dynamiczniejszy jest utwór Wojny i Noce, który w zasadzie od pierwszych sekund narzuca żwawe tempo. Niespieszne, ale charakterne zwrotki równoważą niezwykle energiczny refren, co dało przepis na bardzo dobry efekt końcowy. Reszta utworów jest w moim przekonaniu... nijaka. Nie wzbudza we mnie większych emocji, nie powoduje, że chce mi się wracać do całości i słuchać krążka od początku do końca. Wręcz przeciwnie. W kilku momentach Daria próbuje rapować, np. w Metropolis, co brzmi raczej sztucznie. Innym razem wokalistka zanadto zniża głos (Flower Night), przez co wypada całkiem komicznie. Znajdą się jednak pewne urozmaicenia, które można uznać za udane  w kompozycję Reflektory – Sny wpleciono japońskie wersy, które ładnie współgrają z ogólnym zamysłem płyty (a zwłaszcza tym graficznym). Spodobał mi się pomysł, ale sama piosenka brzmi mdło, jakby ktoś przesłodził herbatę o kilka łyżek cukru. Dźwiękowo podoba mi się jeszcze Hollow, jednak zbyt delikatny wokal nieco psuje mi odbiór całokształtu. Płytę zamyka ballada Socjopathetic – oklepany zabieg, który w tym przypadku dodatkowo mnie wynudził.

Do tej pory lubię wracać do A kysz!. Pamiętam, jak bardzo spodobały mi się charyzmatyczne, mocne dźwięki utrzymane głównie w rockowej stylistyce. Chwaliłam także teksty, które były naprawdę niezłej jakości. Nie ukrywam, trochę liczyłam, że ta raczej nieśmiała, ale wyrazista dziewczyna w kapeluszu i o świetnym głosie powróci. Zamiast tego pojawiła się przebojowa wokalistka, która nie boi się bawić muzyką i głosem, eksperymentować i odkrywać nowych rozwiązań. To dobrze, bardzo dobrze – sęk w tym, że to, co na ten moment robi Daria Zawiałow, do mnie nie trafia. Rozumiem jednak jej popularność oraz zachwyty nad tą płytą. Osobiście zabieram z niej trzy utwory i wracam do debiutanckiego krążka.

★★★★☆☆☆☆☆

po-słuchaj: Za krótki sen, Oczy  Polaroidy, Wojny i Noce