Brygada Kryzys–Centrala. Podczas pisania kolejnego rozdziału pracy ta piosenka
towarzyszyła mi niemal bez przerwy. Nie tylko dlatego, że była przedmiotem
mojej analizy; przez długi czas nie potrafiłam wyjść z podziwu nad jej
sznytem. Nowofalowe, hipnotyzujące brzmienie sprawiło, że słuchałam Centrali w zapętleniu non stop. I pomimo tego wciąż chętnie ją
odtwarzam.
The xx–A Violent Noise. Niedawno przypomniałam sobie o albumie
I See You brytyjskiej grupy. Po
ponownym odsłuchaniu z pewnym zaskoczeniem stwierdziłam, że zawarte tam
kawałki wciąż brzmią świeżo i ciekawie. Niezmiennie moim faworytem pozostaje
oszczędne, choć rytmiczne A Violent Noise. Pomimo swej niepozorności utwór
jest naładowany emocjami na każdej płaszczyźnie i to czyni go wyjątkowym.
The Weeknd i Lil Wayne–I Heard You're Married. Z ogromnym zaciekawieniem sięgnęłam po nową
płytę The Weeknd i nie zawiodłam się.
Dawn FM, stylizowane na audycję radiową,
podoba mi się od początku do końca. Artysta garściami czerpie z muzyki lat
80., dorzucając swój styl, osobiste wersy i charakterystyczny wokal. Nie
wiedziałam, którą piosenkę tutaj zamieścić, ale ostatecznie zdecydowałam się
na taneczne, zmysłowe I Heard You're Married.
Baranovski i Ten Typ Mes–Wolność. Podobnie jak w przypadku Centrali, w utwór
Baranovskiego i Tego Typa Mesa wkręciłam się w trakcie pisania pracy. Nie
ukrywam jednak, że najbardziej podoba mi się warstwa muzyczna. Subtelne
dźwięki elektroniki, przyozdobione saksofonem, doskonale podkreślają tytułowe
przesłanie kompozycji. Należy też docenić sens piosenki, który pasują do
wydarzeń ostatnich dni jak ulał.
Natalia Szroeder–Para. Choć początkowo obojętnie reagowałam na tę piosenkę, to w końcu
uderzyły mnie zawarte w niej emocje. Za każdym razem szczególną uwagę zwracam
na słowa podszyte smutkiem i żalem. Lubię także samą konstrukcję Pary,
która z delikatnej, opartej na pianinie ballady stopniowo przemienia się w
bogatą, energiczną kompozycję, która jednak nie traci zarysowanej na starcie
subtelności.
Classix Nouveaux –Never Never Comes. Mam wrażenie, że jedyny przebój brytyjskiego zespołu
towarzyszy mi od najmłodszych lat. Pierwszy raz usłyszałam go w radiu i od
tamtej pory co jakiś czas przypominam sobie o nim i chętnie do niego wracam.
Never Never Comes odznacza się specyficznym nastrojem tajemnicy i
niepewności, który jest potęgowany przez głęboki i niski głos wokalisty.
Lombard–Adriatyk, ocean gorący. Stwierdzenie, że Lombard zajmuje szczególne
miejsce w moich muzycznych upodobaniach byłoby nadużyciem. Nie zmienia to
jednak faktu, że cenię dorobek tej grupy, a już zwłaszcza poniższy kawałek.
Pozostaję pod ogromnym wrażeniem wyjątkowej aranżacji, która, zdaje się,
stanowi najważniejszy element kompozycji. Zamieszczam wersję niedostępną w
serwisach streamingowych, jednak według mnie to właśnie ona brzmi najlepiej.
2021 rok minął mi wyjątkowo szybko, ale za to w towarzystwie naprawdę dobrej
muzyki. Chociaż, muszę przyznać, brakowało mi trochę utworów i albumów, w
których naprawdę bym przepadła. Z nadzieją spoglądam więc na najbliższe
miesiące, zanim jednak nowy rok zdąży się rozkręcić, spójrzmy wstecz na ten
miniony. Udało mi się wyróżnić 15 utworów, które szczególnie zapadły mi w
pamięć i do których z szczerą chęcią wracałam. Jest ich więcej – znajdziecie
je (w przypadkowej kolejności) w playliście na końcu wpisu – lecz nie chciałam
się rozdrabniać, więc skoncentruję się na najbliższej mi piętnastce.
15. Spięty–Trybuna Małpoludu
Wieść o zawieszeniu kariery mojego ulubionego zespołu przyjęłam z wielkim
smutkiem i zawodem, ale czułam w kościach, że prędko ukaże się solowy projekt
wokalisty Lao Che, czyli Spiętego. Nie pomyliłam się, w kwietniu pojawił się
bowiem krążek Black Mental. Jest to fuzja przeróżnych gatunków muzycznych,
które dopełniają błyskotliwe i ironiczne teksty. Do mnie najbardziej trafił
pierwszy singiel, czyli Trybuna Małpoludu– wariacja na temat elektroniki, hip
hopu i nie tylko.
Lecz powstaniemy i Łajkę pomścimy
14. Ofelia–Zakochana w bicie (Miranda)
W 2019 roku Ofelia wydała debiutancki album, który odbił się szerokim echem
wśród fanów polskiej muzyki alternatywnej. Mnie niekoniecznie imienna płyta
artystki przekonała, ale jej nowa odsłona to już zupełnie inna bajka. Z
ogromnym zaciekawieniem czekam na następcę Ofelii, którą zwiastuje rytmiczny,
niezwykle chwytliwy kawałek Zakochana w bicie (Miranda). Utrzymany w
stylistyce lat 80. numer skutecznie zachęca do tańca, a solo na saksofonie
jest prawdziwą wisienką na torcie.
Dzisiaj muszę się wyszaleć
13. Nina Nesbitt–Summer Fling
Brytyjską wokalistkę Ninę Nesbitt poznałam w 2012 roku, kiedy to zauroczyła
mnie folkową kompozycją The Apple Tree. Znajomość ta tak sobie płynie, a ja
zawsze z otwartymi ramionami witam nowe utwory Niny, zwłaszcza od momentu, gdy
gitarę zmieniła na niespieszną, delikatną elektronikę. I taki też jest utwór
Summer Fling, który czaruje swoją subtelnością i kobiecością oraz magicznym,
nieco baśniowym klimatem.
Listenin' to songs from '76
12. Maneskin–I Wanna Be Your Slave
Kto by pomyślał, że zwycięzcy Eurowizji odniosą tak ogromny sukces w krótkim
czasie? Ja z pewnością się tego nie spodziewałam, ale absolutnie nie dziwi
mnie wszechobecny boom na włoską grupę Maneskin. Swoją rockową, drapieżną
muzyką udowadniają, że wbrew powszechnej opinii rock nie umarł i ma się
dobrze. W hitowym I Wanna Be Your Slave doceniam zadziorność oraz
bezkompromisowość, a ponadto kojarzy mi się z bardzo udanym wakacyjnym
wyjazdem.
I'm the devil who's searching for redemption
11. Męskie Granie Orkiestra 2021 –I Ciebie też, bardzo
Jednym z powodów, dzięki którym uwielbiam projekt Męskiego Grania jest
możliwość spotkania się kilku zupełnie różnych osobowości i wrażliwości
artystycznych. Połączenie Darii Zawiałow, Dawida Podsiadło i Vito Bambino na
papierze mogłoby się wydawać strzałem w kolano, a okazało
się strzałem w dziesiątkę. Nie wiem, co jest w tej piosence najlepsze:
czepliwa melodia, harmonia wokalna czy może nieoczywisty tekst. Najważniejsze
jednak, że całokształt wypada nad wyraz spójnie i atrakcyjnie.
Nie chcę tańczyć do melodii, którą znam
10. Natalia Szroeder–Powinnam?
Dotychczas kojarzyłam Natalię Szroeder z radiowymi nagraniami i występami na
telewizyjnych festiwalach. Zawsze jednak lubiłam jej krystaliczną barwę głosu.
Moje podejście zmienił utwór Powinnam?, w którym artystka głośno mówi, co jej
leży na sercu. To swoisty protest song przeciwko życiu według oczekiwań
innych. Z kolei warstwa muzyczna jest bardzo ładnie skomponowaną melodią,
utrzymaną na granicy popu oraz elektroniki.
I jak grzyby po deszczu wyrastają kompleksy
9. Oxford Drama–Bachelor of Arts
Polski duet, którego nazwa przywodzi na myśl Wyspy Brytyjskie, dzieli się nową
muzyką średnio co trzy lata. Wydaje się to optymalnym czasem, bo każdy
dotychczasowy krążek Oxford Dramy stoi na wysokim poziomie. Z zeszłorocznego
What's The Deal With Time? najbardziej polubiłam się z sympatycznym,
podkreślonym dźwiękami gitary elektronicznej Bachelor of Arts. Lubię też
tekst, z którym bardzo się utożsamiam, zwłaszcza w ostatnim czasie.
Is that what maturity means? Living up straight by the plan?
8. Nothing But Thieves– Futureproof
O mojej miłości do zespołu Nothing But Thieves chyba nie muszę już Was
przekonywać. Epka Moral Panic II przyniosła nam zestaw pięciu rewelacyjnych
utworów, ale to Futureproof najbardziej mnie porwał. Uwielbiam tę agresywną,
podszytą niepokojem warstwę brzmieniową, a także nadzwyczajnie celny oraz
gorzki tekst. Niezmiennie też szaleję za wokalem Connora, który w Futureproof
ponownie znalazł przestrzeń na wykrzyczenie kilku fraz.
Quick, go grab a picture, go get that content
7. Brodka –Game Change
Nowe dokonania Brodki zawsze budzą moją ciekawość, bo zdaje się, że artystka
pochodząca z Żywca jest jedną z najbarwniejszych postaci polskiej sceny
muzycznej. I mimo że brzmienie krążka BRUT bardziej kojarzy się z ciemnymi
kolorami i szarością, to należy oddać Brodce, że jej muzyka niezmiennie trzyma
poziom. Game Change zdominowało u mnie pierwsze miesiące 2021 roku i nie mogło
go zabraknąć w pierwszej dziesiątce mojego zestawienia.
If you don't mind I'll bend the rules
6. Organek –Cały ten fejm
Jak pewnie wiecie z ostatniego wpisu, ostatni krązek grupy Organek uważam za
totalny niewypał, do którego zupełnie nie chce mi się wracać. Pojawiła się
jednak na nim perełka, a jest nią niespieszny, klimatyczny kawałek Cały ten
fejm. Uwielbiam spokojną, nieco zamgloną i romantyczną warstwę brzmieniową
oraz wyraziste dźwięki gitar. Zwłaszcza solo pod koniec piosenki sprawia, że
podwyższam głośność i zamykam oczy, by lepiej wsłuchać się w te piękne
instrumenty.
Od dwudziestu kilku lat trochę gorszy mam może czas
5. Daria Zawiałow–Oczy - Polaroidy
Wobec ostatniego albumu Darii Zawiałow mam raczej mieszane uczucia, z przewagą
tych, niestety, negatywnych. Nie jest to jednak kompletne fiasko, bo trafiłam
na kilka utworów, które zostały ze mną na dłużej. Największą słabość mam do
piosenki Oczy - Polaroidy. O ile warstwa tekstowa nie do końca mnie
przekonuje, o tyle tajemnicza, rytmiczna melodia, rwany sposób śpiewania Darii
oraz ogólny klimat wszystko rekompensują.
Cisza gra w odbiciu, nie znam takich nut
4. Bass Astral x Igo –Know Me Better
Mam wrażenie, że Bass Astral x Igo, wraz z trzecią i ostatnią płytą Satellite,
weszli na nowy poziom. Co prawda nie mam nic do zarzucenia ich poprzednim
krążkom, ale ten najświeższy zdaje się najbogatszy, najbardziej przemyślany i
dopracowany. Słychać to w kawałku Know Me Better– dominuje elektronika, ale w
różnych formach, można wychwycić także wpływy odmiennych gatunków, a
wokaliście towarzyszą też inne głosy. Ponadto Know Me Better cechuje się
niesamowitą rytmiką, która bardzo szybko zapada w pamięć.
I really think that you're the best
3. Tom Grennan – Little Bit of Love
Sama byłam zaskoczona, że utwór, który można określić mianem brytyjskiego
popu, tak bardzo mi się spodoba. Przez pewien czas zapętlałam Little Bit of
Love w zasadzie bez przerwy. Ogromne emocje zawarte w tej kompozycji uderzyły
we mnie ze zdwojoną siłą, tak że wszystko, o czym śpiewa Tom Grennan, czułam w
każdym centymetrze ciała. Należy także przyznać, że Tom cechuje się
wyjątkowym, potężnym i zachrypniętym głosem, a ja do takich wokali mam słabość
od lat.
Lately I've been counting stars
2. WaluśKraksaKryzys –Najgorsze rzeczy
Świeżość. Oryginalność. Synteza różnych brzmień. W taki sposób określam muzykę
Walusia, a już zwłaszcza kawałek Najgorsze rzeczy. Trudno jakkolwiek
sklasyfikować czy nawet opisać tę piosenkę. Dzieje się tutaj tak wiele, że
trudno ująć to wszystko w słowa. Za każdym razem, gdy włączam ten numer, czuję
ekscytację. Nagromadzenie tylu środków wyrazu zamiast mnie przytłaczać to cieszy, bo połączenie wielu odmiennych elementów w spójną całość to nie lada sztuka. Byłam
bliska przyznania Najgorszym rzeczom miejsca pierwszego, ale król jest tylko
jeden...
Na rękach zrobiłaś znak, że coś jest nie tak
1. Król –Nie zrobię nic
...a konkretnie Błażej Król. Kiedy usłyszałam pierwsze sekundy
singla Nie zrobię nic, całkowicie przepadłam. Zachwycają mnie oniryzm, pewna
nonszalancja i nade wszystko dźwięki saksofonu. Całokształt sprawia, że
człowiek chce się niespiesznie, ospale ruszać w rytm, z zamkniętymi oczami,
przy zgaszonym świetle, by móc całkowicie chłonąć fantastyczne brzmienie.
Wiem, że specyficzna muzyka Króla nie wszystkim trafia do gustu, ale ja kupuję
każdą kompozycję, która wychodzi z rąk artysty. I jestem przekonana, że
jeszcze niejeden jego utwór wywoła we mnie tak silne emocje, jak właśnie Nie
zrobię nic.
Gdy świat się wali krzyczysz, że to deszcz
Miejsca #1 z poprzednich lat: (2014) xxanaxx i Tomek
Makowiecki –Wolves (2015) Daniel Bloom i Mela Koteluk –Katarakta (2016) Organek –Mississippi w ogniu (2017) Nothing But Thieves –Amsterdam (2018) Lao Che –Nie raj (2019) Daria Zawiałow –Gdybym miała serce (2020) Kasia Lins –Morze Czerwone
Brodka–Game Change. Brodka jest taką artystką, po której nie wiadomo,
czego się spodziewać. Cenię sobie jej nieprzewidywalność i skłonność do
stylistycznych eksperymentów. Game Change, zapowiadający najnowszy
album artystki, to bardzo intrygujący numer. Niepokojący, trochę
psychodeliczny klimat, który nie daje o sobie zapomnieć i zaostrza apetyt na
więcej nowej muzyki Brodki.
Organek –Walcz. Od dłuższego czasu czekam na konkretniejszą niż "wkrótce"
wiadomość o nowej płycie Organka. Wygląda na to, że będę musiała jeszcze
uzbroić się w cierpliwość, a (nie)spokojny czas oczekiwania umilam sobie,
zapętlając utwór Walcz. Początkowo zupełnie do mnie nie
przemówił – tak szczerze,
refren jeszcze nie przekonuje mnie w stu procentach – ale z każdym kolejnym odsłuchem jest coraz lepiej.
Spięty – Trybuna Małpoludu. Gdy Lao Che ogłosili, że robią przerwę w
działalności, to trochę pękło mi serce, ale coś mi podpowiadało, że wokalista
grupy – Spięty – prędzej czy później wyda coś solowego. Nie pomyliłam się. Za kilka dni
odbędzie się premiera jego płyty Black Mental, którą zwiastuje singiel Trybuna Małpoludu. Spięty rapuje, komentuje
otaczającą nas rzeczywistość w sposób błyskotliwy i nieprzeciętny, a wszystko
to ubrano w równie niecodzienną warstwę muzyczną.
Rosalie. i Chloe Martini–Kiedy powiem sobie dość. Niektórzy twierdzą, że pewnych piosenek
nie powinno się ruszać. Nie powinno się ich nagrywać na nowo, bo się je
zniszczy. Kiedyś też byłam tego zdania, ale na szczęście przestałam być tak
radykalna. Dlaczego o tym mówię? Bo ogrom takich komentarzy pojawił się pod
coverem Kiedy powiem sobie dość autorstwa Rosalie. i Chloe Martini. Nie
zgadzam się z takimi stwierdzeniami, bo według mnie artystki tchnęły nowe
życie w ten i tak nieśmiertelny już numer O.N.A. Ich lekka, elektroniczna
interpretacja totalnie do mnie trafia.
ATLVNTA–Umrzesz tak jak ja. Pamiętacie duet Lilly Hates Roses? Kilka lat
temu ich piosenka Mokotów zdobyła sporą popularność. Jednak artyści
postanowili rzucić w kąt folkowe, gitarowe brzmienie na rzecz mroczniejszych,
elektronicznych dźwięków. Efekt? Rewelacyjny. Umrzesz tak jak ja to
głęboki, tajemniczy, pozornie nonszalancki utwór, któremu lekkości nadaje
delikatny, dziewczęcy wokal. Lubię takie kontrasty i nie mogę się doczekać
pełnej płyty Lilly Hates Roses ATVLNTY.
Natalia Szroeder –Powinnam? Dotychczas mnie i Natalii Szroeder nie było po drodze.
Zawsze lubiłam jej wokal, ale sama muzyka bardziej mnie odstraszała niż
zachęcała. Jedna z jej ostatnich kompozycji, czyli Powinnam?, nieco
zmieniła moje nastawienie. Co prawda Natalia nadal oscyluje wokół stricte
popowych dźwięków, ale jest to pop udany i chwytliwy. Na największą uwagę
zasługuje tekst, w którym artystka rozprawia się z oczekiwaniami, które
stawiano przed nią przez całą jej karierę.
Kaśka Sochacka–Nie było Cię. Z pewnym ociąganiem zabrałam się na przesłuchanie
debiutanckiej płyty Kaśki Sochackiej, która zyskała popularność dzięki
piosence Wiśnia. Tak jak podejrzewałam – nie jest to muzyka dokładnie w moim stylu, ale nie mogę nie docenić
uroku, ciepła i autentyczności, które płyną z tych kompozycji. Wszystkie
potrafią zaczarować, ale ja najbardziej upodobałam sobie spokojne, podszyte
nienachalnym elektronicznym bitem Nie było Cię.