wtorek, 20 października 2020

re-cenzja #75: Krzysztof Zalewski – Zabawa (2020)

Wszyscy wiemy, jak swego czasu szalałam za muzyką Krzysztofa Zalewskiego. Płyty Zelig oraz Złoto wciąż uważam za rewelacyjne i porywające, nadal często do nich wracam i nieustannie się nimi zachwycam. Podobnie jak albumem z interpretacjami utworów Czesława Niemena. Dlatego na wieść o nadchodzącej nowej płycie, Zabawie, niezmiernie się ucieszyłam i przebierałam nogami z niecierpliwością. Pierwsze single  Tylko nocą oraz Annuszka  nieco osłabiły mój entuzjazm. A gdy w końcu nadeszła premiera całego krążka, pojawił się problem.

Podczas pierwszego odsłuchu Zabawy dotrwałam zaledwie do połowy albumu. I długo zwlekałam, by do niego powrócić oraz postarać się posłuchać go w całości. Po prostu nie miałam na to ochoty, zapewne przez to, że moje nadzieje oraz oczekiwania nieco rozminęły się z rzeczywistością. Na nowej płycie Zalewski odchodzi od dotychczasowego stylu, próbując swoich sił w intensywnej elektronice. W takich wypadkach zawsze podkreślam, jak bardzo doceniam niespodziewane zmiany w brzmieniu i tu nie ma, mimo wszystko, wyjątku.

Bo słychać, że Zalewski świetnie czuje się w takich klimatach. Tytuł krążka też nie wziął się znikąd, gdyż istotnie artysta się tutaj bawi - muzyką, łączeniem różnych stylistyk, a także własnym wokalem oraz tekstami. Cieszy mnie to, że nie zamyka się w tak zwanej strefie komfortu, czyli w rockowych brzmieniach. Ale do mnie piosenki z Zabawy zwyczajnie nie trafiają. Nadal nie odczuwam potrzeby i chęci, by posłuchać całości. O większości piosenek zwyczajnie zapomniałam. Znalazły się jednak, na szczęście, kawałki, z którymi się polubiłam.

Tytułowy kawałek, otwierający także tracklistę, podoba mi się najbardziej. Wciągający rytm, zachęcający do podrygiwania, obfitujący w wiele różnych rozwiązań  słychać i perkusję, i gitary, i syntezatory. Całokształt fajnie urozmaica pikający dźwięk, kojarzący mi się z sygnałem telekomunikacyjnym. Z tego numeru w pamięć najbardziej zapada agresywny okrzyk, będący na granicy krzyku "Tańcz!". Świetny jest też wers ycie to nie zabawa, zabawa, zabawa / Tylko zawody, zawody, zawody". Następująca zaraz po Zabawie Annuszka początkowo zupełnie mi nie podchodziła; dopiero za którymś razem coś zaskoczyło i obecnie często tę piosenkę zapętlam. Głównie za sprawą fantastycznego, mrocznego klimatu oraz mocnej, działającej na zmysły elektroniki. Jest tutaj nieco nostalgii ("Było pierwsze lato..."), ale króluje tajemniczy nastrój. Pozostałe piosenki z płyty mnie nie porywają. Doceniam w nich poszczególne elementy, ale gdy składają się one już na jedność, nie przemawiają do mnie. Kawałek Dystans zaczyna się świetnie i obiecująco  trochę teatralnymi skrzypcami, ale później czar pryska. Lustra z kolei kojarzą mi się nieco z Uchodźcą z albumu Złoto. Wszystko będzie dobrze jest ładną, pokrzepiającą  zwłaszcza w dzisiejszych czasach – balladą. Szpieg odznacza się świetnym tekstem. Piosenka Ojcowie irytuje mnie niemiłosiernie. Warto jednak zwrócić na zamykającą krążek kompozycję Grzeczny bądź. Choć żałuję, że wokal na granicy szeptu oraz recytacji nie jest obecny cały czas, a wysokie tony trochę psują mi odbiór, to numer ten ma potencjał i możliwe, że w pewnym momencie naprawdę się z nim zaprzyjaźnię.

Dawno nie miałam tak sprzecznych odczuć. Trudno jest mi podsumować moje wrażenia z odsłuchów Zabawy i jednoznacznie określić mój stosunek. Na pewno należy podkreślić metamorfozę brzmieniową Zalewskiego, który w nowych mu melodiach czuje się jak ryba w wodzie. Pod względem technicznym także nie ma nic do zarzucenia - płyta brzmi profesjonalnie, jest dopracowana w szczegółach; słychać, że artysta włożył tutaj całe swoje serce. Niestety, ja zabawowego Krzyśka, z małymi wyjątkami, nie kupuję. 

★★★★☆☆☆☆☆☆

po-słuchaj: Zabawa, Annuszka, Grzeczny bądź