sobota, 8 lutego 2020

re-cenzja #70: Miuosh – Powroty (2020)

Znalezione obrazy dla zapytania: miuosh powroty
Minęły niecałe trzy lata od ostatniej studyjnej płyty Miuosha. POP. wywołał wiele różnych emocji, zarówno ze względu na zawarte na nim utwory z artystami takimi, jak między innymi Kasia Nosowska, Piotr Rogucki czy Organek, ale także przez flirt z właśnie popowymi dźwiękami. Ja sama uwielbiam tę płytę po dziś dzień, zatem z wypiekami czekałam na jej następcę. Powroty miały premierę przed kilkoma dniami, a ja już po pierwszych sekundach wiedziałam, że przez czas dzielący obydwa krążki Miuosh wykonał naprawdę dobrą robotę.

Przedostatni album był niejaką rewolucją w twórczości artysty. Zgodnie z tytułem na płycie pojawiło się więcej mainstreamowych dźwięków, co jednocześnie nie oznacza, że Miuosh porzucił dotychczasowe brzmienie na rzecz popu. Przeciwnie – krążek stanowił zgrabne połączenie kilku, pozornie zupełnie sobie odległych, gatunków. Powroty kontynuują zamysł eksperymentowania. Stylistykę rozpoczętą na POPie wyraźnie pogłębiono na 10. Solowym albumie rapera. Jest więcej elektroniki, więcej chwytliwych numerów. Pojawiły się też duety z ważnymi nazwiskami, stanowiące najsilniejsze momenty krążka.

Ścieżkę otwiera kawałek Panie, który nieco wprowadził mnie w błąd. Po przepięknym, smyczkowym początku miałam nadzieję, że na całej płycie usłyszymy trochę instrumentów żywych – zwłaszcza że po zapisie koncertu ze Smolikiem i NOSPR Miuosh zaostrzył mój apetyt na kolejne podobne konfiguracje. Niestety, więcej naleciałości muzyki klasycznej na Powrotach nie usłyszymy, niemniej zamiast tego otrzymamy zestaw przemyślanych, dopracowanych i niezwykle szczerych kompozycji.


Ów zestaw jest kompilacją spójną i uporządkowaną. Miuosh nie kryje swojego zainteresowania muzyką elektroniczną i skrzętnie je wykorzystuje w zdecydowanej większości numerów. Rytmiczne bity są wyraziste przede wszystkich w duetach z artystami słynącymi właśnie z takiej stylistyki – Diamentova z Natalią Nykiel oraz Lęk z The Dumplings to jedne z najbardziej interesujących i najmocniejszych chwil Powrotów. Pierwszy z kawałków odznacza się chwytliwością i wręcz tanecznością, której po Miuoshu raczej bym się nie spodziewała. Ma on potencjał na podbicie parkietów. W Lęku z kolei od pierwszych sekund słychać, że palce przy nim maczali The Dumplings – rewelacyjny rytm i obłędna Justyna Święs, której jest w tym nagraniu bardzo dużo. Fantastycznie pulsujący, nocny i tajemniczy kawałek, obok którego trudno przejść obojętnie.

Warto też zwrócić uwagę na utwory Omega, Motyle oraz Lhotse. Omega jest chyba najciekawszym pod względem konstrukcji numerem – niespieszny, choć podrasowany, z instrumentalnym refrenem i gitarą elektryczną w tle. Podobnie stonowane jest Lhotse, które przez cały czas się rozwija, ale nie przekracza pewnego pułapu ostrości. W wieńczących całość Motylach słyszymy Igo, którego wokal bezbłędnie pasuje do atmosfery utworu. Pełen mocy refren dobrze kontrastuje z nieco delikatniejszymi zwrotkami.


Powroty to następca POPu, którego podświadomie sobie życzyłam. Nie zabrakło ani charakterystycznych dla Miuosha mocnych, autentycznych warstw lirycznych, ani porywających melodii, ani równie kapitalnych duetów. Artysta ponownie przełamuje wszelkie stereotypy i udowadnia, że artystyczno-estetyczne bariery są do ominięcia, jeżeli ma się pomysł i potrafi się to umiejętnie wykonać. Album balansuje na styku różnych brzmień, gatunków, stylów, koncentrując się jednak na określonym klimacie – nocnym i wyrazistym. To jest płyta, na której wielu odbiorcom uda się odnaleźć cząstkę siebie. Niezależnie, czy w danym dźwięku, czy może w pojedynczym wersie. Na pewno znajdzie się element, dzięki któremu serce zabije trochę mocniej.

★★★★★★★★☆☆
po-słuchaj: Lęk, Omega, Diamentova, Motyle