poniedziałek, 6 kwietnia 2020

W słuchawkach #33

Savage Garden  To The Moon & Back. Słyszałam ten utwór wielokrotnie. Niektóre stacje radiowe tak często go puszczały, że znałam tekst w całości, choć z własnej woli nie włączyłam To The Moon & Back ani razu. Cóż, do niedawna. Coś przeskoczyło i od tamtej chwili hit Savage Garden często gości w moich słuchawkach. Nie potrafię wytłumaczyć, co mnie w tej piosence przyciąga, ale z pewnością jest to coś hipnotyzującego.



Nothing But Thieves  Is Everybody Going Crazy? Do Nothing But Thieves mam wielką słabość, więc każdą wieść o nowości spod ich rąk przyjmuję z wielką ekscytacją. Najnowszy singiel może nie należy do najlepszych kompozycji zespołu, ale wciąż jest porządnym nagraniem z chwytliwym, gitarowym brzmieniem i jak zwykle świetną warstwą tekstową. I tytuł bardzo pasuje do obecnej rzeczywistości, niestety.



The Weekend  After Hours. Podoba mi się nowa płyta The Weeknd. Cieszy mnie, że artysta kontynuuje stylistykę z EPki My Dear Melancholy,  wciąż jest mrocznie, tajemniczo, z przeszywającymi na wskroś emocjami i wielowymiarowym brzmieniem. Ostatnio najchętniej wracam do tytułowej piosenki After Hours. Jest zbudowana w fajny, nieoczywisty sposób i choć wysoki wokal w refrenie trochę mnie razi, to całokształt wypada nadzwyczaj dobrze.



Artur Rojek  Bez końca. Tańczący Rojek to coś, o co nikt nie prosił, a każdy potrzebował. Abstrahując już od teledysku, Bez końca jest moim faworytem z nowej płyty artysty o tytule Kundel. Nie tylko ze względu na rytm i wpadające w ucho brzmienie, ale głównie przez tekst  od zawsze uwielbiam Rojka za przepiękne słowa do równie pięknych melodii, a warstwa tekstowa Bez końca to już w ogóle majstersztyk.



Dua Lipa  Cool. Nowa Dua Lipa nie zachwyciła mnie tak, jakbym sobie tego życzyła, choć wciąż jest to dobry, porządnie nagrany album. Future Nostalgia nie porwało mnie w całości, ale przytuliłam z płyty kilka kawałków. Jednym z nich jest wakacyjne, przyjemnie bujające Cool. Pomimo pozytywnego wydźwięku, istotnie ten utwór ma w sobie coś nostalgicznego i chyba w tym tkwi jego urok.



Savage – Don't Cry Tonight. Nostalgii ciąg dalszy. Savage dużo hitów nie miał, w zasadzie tylko jeden przyniósł mu sławę  genialne Only You. W podobnej stylistyce utrzymane jest spokojne, smutnawe Don't Cry Tonight. Mam słabość do muzycznych (i nie tylko zresztą) 80sów, zwłaszcza gdy utwór nie szczędzi elektroniki i ma swój własny, kameralny klimat. Nic dziwnego zatem, że Don't Cry Tonight tak mi się podoba.



Quebonafide i Mrozu  ŁAJZA. Tego się pewnie nie spodziewaliście. Szczerze? Ja też nie. Sięgnęłam po nową płytę Quebonafide (choć to nadużycie; posłuchałam raptem dwóch piosenek), bo jest na nim duet z Mrozem. I fakt, że Mrozu był producentem ŁAJZY, słychać od pierwszych sekund. To piosenka utrzymana w jego charakterystycznym stylu, a rap Quebo ciekawie to dopełnia. Warto jeszcze sprawdzić z ROMANTICPSYCHO numer BUBBLETEA nagrany wraz z Darią Zawiałow.